Służba zdrowia w Indonezji

Jak wygląda służba zdrowia w Indonezji, opisane na podstawie moich osobistych doświadczeń.

Najwieksza różnica między Polska a Indonezją – w Indonezyjskiej służbie zdrowia pacjentów dzieli się na 3 grupy – 1 klasa, 2 klasa i 3 klasa. To do której grupy zostaniemy zakwalifikowani zależy od wysokości składki jaką miesięcznie będzie się płacić. BPJS czyli Indonezyjski odpowiednik Zus oferuje 3 progi składowe
3 klasa – 25.000 rupiah (6.8 zł) miesięcznie
2 klasa – 51.000 rupiah (13.9 zł miesięcznie)
1 klasa – 80.000 rupiah (21.8 zł miesięcznie)
Jest jeszcze klasa VIP, żeby tam się dostać trzeba wykupić klasę pierwszą + opłacić samemu 1 – 5 milina rupiah (270 – 1300 zł) za każdy dzień pobytu w szpitalu. Cena zależy od szpitala

Trzeba pamiętać, że jest to cena za osobę. Przeciętna Indonezyjska rodzina to min. 6 osób czyli miesięczna kwotę należy pomnożyć x6, nie ma darmowych ubezpieczeń dla nieletnich, studentów i emerytów. Nie można też wykupić gorszego ubezpieczenia na żonę, a lepszego na siebie. Cała rodzina musi mieć ten sam pakiet.

Co dają klasy? W najgorszej klasie sale są 8 osobowe, w 1 klasie – 2 osobowe, w VIP sale to niemal prywatne apartamenty z salonikiem dla gości I własną łazienką. Lepsza klasa to też lepsze jedzenie i pierwszeństwo do niektórych specjalistów I badan oraz dostęp do lepszych leków I eksperymentalnych terapii.

Same szpitale są nawet w porządku, sale są sprzątane 2x dziennie, nawet w najgorszej klasie ma każda sala ma własną łazienkę z prysznicem, pielęgniarki zawsze z uśmiechem robią wszystko o co się je poprosi. Chcesz koc to ciągu 2 minut przynoszą koc – bez łaski jak w Polsce. Jedzenie też było niezłe – porcje dawali tak duże, że jedna wystarczała dla mnie I żony, każdy posiłek był inny I urozmaicony świeżymi owocami.

Mimo, że Indonezja to przeludniony kraj, sama Jakarta liczy ponad 20 milionów mieszkańców – do specjalistów nie ma kolejek (!). Bierze się skierowanie od “rodzinnego” I tego samego, lub najpóźniej następnego dnia idzie na wizytę do lekarza specjalisty. Do laryngologa czekałem 20 minut w kolejce, można też iść “prywatnie” wtedy nie czeka się wcale I do gabinetu wchodzi z marszu. Każda przychodnia ma swoją aptekę wewnątrz i leki dostaje się od razu.

Żeby nie było za kolorowo – poziom i wykształcenie lekarzy jest na niższym poziomie niż w Polsce, widać to już na pierwszy rzut oka. Laryngolog który mnie obsługiwał był jednocześnie okulistą, dentysta wypisze ci leki na grypę, żona była u 3 dermatologów i każdy wystawił inną diagnozę. Brakuje nowoczesnego sprzętu, rozwala też biurokracja. Nie wszystkie leki i zabiegi są refundowane przez BPJS, niektóre refundowane częściowo, po każdej wizycie u lekarza trzeba udać się do specjalnego okienka, gdzie pani podlicza dokładnie koszt wizyty – każdy lek, zabieg i centymetr zużytego bandaża musi zostać udokumentowany i na końcu dostaje się wyliczenie czy musimy coś dopłacić czy nie, wyliczenie jednego pacjenta zajmuje do 30 minut, jak pacjentów jest dużo, to można spędzić nawet 2 godziny w poczekalni na rachunek. Bez rachunki nie wydadzą recepty oraz leków, tak jakby ktoś próbował ucieczki.

A z takich zabawnych rzeczy – rejestrując się w przychodni pierwszy raz należy wypełnić formularz. Obok pytań o grupę krwi i alergii jest kratka gdzie wpisuje się swoją religię. Serio. Ma to swoje wyjaśnienie ale niespecjalnie mnie przekonuje.

ZOBACZ TEŻ:

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *