Indonezyjska biurokracja

Indonezja jest niewątpliwie pięknym i ciekawym kulturowo krajem ale nie jest krajem pozbawionym wewnętrznych problemów. Problemów które ciężko zauważyć gdy przyjeżdża się tu turystyczne na krótki urlop ale które wychodzą gdy mieszka się tu dłużej.

Jedną z takich upierdliwych, doprowadzających do białej gorączki rzeczy jest straszna biurokracja i bezsensowna papierologia. Załatwienie czegokolwiek w urzędzie to droga przez mękę i nie bez powodu działa tu masa agencji pośredniczących w załatwieniu różnych dokumentów, czasem lepiej zapłacić żeby ktoś za nas złożył wniosek w urzędzie niż robić to samemu.

Przykładowo: żeby wyrobić dowód osobisty nie wystarczy tak po prostu iść do urzędu miejskiego i złożyć wniosku. Najpierw trzeba iść do RT (Rukun Tetangga) i RW (Rukun Warga). Instytucje te nie mają polskiego odpowiednika. Wyobraźcie sobie, że na każdej ulicy jest dwóch urzędników zajmujących się ewidencją i wyrobienie czegokolwiek wymaga otrzymania od nich stosownych pieczątek potwierdzających nasze miejsce zamieszkania. Nawet jak ktoś mieszka 20 lat w jednym miejscu to i tak musi za każdym razem załatwić potwierdzenie meldunku od tych dwóch gości. To trochę wynika z faktu, że w Indonezji istnieje olbrzymia migracja wewnętrzna, setki tysięcy ludzi ze wsi przyjeżdżają do pracy w mieście i adres w dowodzie nie zawsze pokrywa się z ich realnym miejscem zamieszkania.
Nie wiem czy tylko ja miałem pecha ale zawsze w RT i RW trafiam na straszne gaduły i każda wizyta tam to minimum 30 minut słuchania pierduł o poprawnym wychowywaniu dzieci i dbaniu o żonę.

Po wykładzie należy udać się do urzędu zwanego Kelurahan, Kepala Desa, Kampung, Dusun lub Gampong (w rożnych prowincjach nazywa się to inaczej). Jest to urząd nadzorujący całą dzielnicę, trochę jak polskie spółdzielnie mieszkaniowe. Tam należy wyrobić coś w rodzaju odpisu potwierdzającego po raz kolejny nasze miejsce zamieszkania (domisili) oraz kartę rodziny (kartu keluarga) i dopiero po tym można udać się do właściwego urzędu miejskiego (Kantor Wali Kota). 4 urzędy żeby dostać jeden dowód osobisty. No chyba, że jesteś obcokrajowcem to jeszcze po drodze trzeba odwiedzić komisariat…

Warto wspomnieć jeszcze o urzędzie zwanym Kecamatan, który jest czymś pomiędzy urzędem miasta a urzędem dzielnicy ale żaden z Indonezyjczyków których pytałem nie miał pojęcia czym ten urząd się zajmuje ani jakie ma kompetencje, serio. Do tej pory nie miałem przyjemności korzystać z ich usług.

Niektóre dokumenty np. zaświadczenie o niekarności dla obcokrajowców można załatwić tylko w stolicy kraju – Dżakarcie i jak ktoś mieszka np. na Bali to musi jechać przez pół kraju. Po niektóre dokumenty trzeba jechać do miasta które jest stolicą prowincji, jeśli akurat mieszkacie poza głównym miastem lub na wsi. Wyrabiając kartę stałego pobytu po raz pierwszy musiałem udać się do ambasady Indonezji w Singapurze. Fajnie, że żeby zdobyć jakiś dokument trzeba udać się do innego kraju.

Urzędy w tym kraju działają w trybie: 8-12 przyjmowanie wniosków, 12-13 przerwa obiadowa dla urzędników, 13-16 wydawanie dokumentów. Każdy wyżej wymieniony urząd trzeba odwiedzić o odpowiedniej godzinie z kompletem dokumentów. Każdy dokument trzeba dostarczyć w dwóch wersjach: kserokopia + oryginał do wglądu. Przy tylu urzędach z tych kserówek robi się spora teczka papieru. Do niemal każdego wniosku trzeba też dostarczyć zdjęcie.

Tu dochodzimy do kolejnego absurdu – do paszportu Indonezyjczycy przynoszą zdjęcia na białym tle, do dowodu osobistego na czerwonym lub niebieskim (nie wiem od czego to zależy), a do zaświadczenia o niekaralność wymagane jest zdjęcie na żółtym tle. Do niektórych dokumentów potrzebne jest zdjęcie 2×3 cm, do innych 3×4 cm a do jeszcze innych 5×6 cm. W tym kraju przydaje się umiejętność obsługi Photoshopa, papier fotograficzny, dobra drukarka i nożyczki. W niektórych urzędach mają aparaty i urzędnik robi zdjęcie na miejscu więc nic nie trzeba przynosić. Nie doszukujcie się tu logiki…

Jakby absurdów było mało to często zdarza się, że w urzędzie akurat popsuje się komputer, padnie serwer albo urzędnik który zajmuje się naszą sprawą jest na wyjeździe. Masz ci babo placek…
Z doświadczenia swojego oraz znajomych Polaków mieszkających w Indonezji wiem że urzędnicy często robią literówki, potrafią przekręcić nazwisko, wpisać zły adres albo postawić pieczątkę ze złą datą. Jeśli to mały błąd np. imię mojego ojca wpisane jako Wirosław zamiast Mirosław albo Bialstok zamiast Białegostoku to można to olać, gorzej jak gdy ostatnio dostałem potwierdzenie zameldowania z datą „3 luty, 2018”. Wtedy znów trzeba iść do urzędu i to odkręcać. Każdy jeden dokument warto sprawdzać cztery razy zanim odejdzie się od okienka. Mój błąd.
W ten sposób nawet wyrobienie jakiegoś błahego dokumentu może przerodzić się w trwającą cztery miesiące podróż przez pięć urzędów w trzech miastach w dwóch państwach. Bareja by tego lepiej nie wymyślił.

Poniżej wrzucam zdjęcie Komendy Głównej Policji w Dżakarcie gdzie ostatnio spędziłem prawie 7 godzin czekając na zaświadczenie o niekaralność. Każdy imigrant lub obcokrajowiec w Indonezji musi legitymować się czystą kartoteką, inaczej urząd imigracyjny może odmówić przedłużenia karty stałego pobytu.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *