GoJek

Wczoraj wieczorem zamówiłem Gojeka, taki lokalny, Indonezyjski odpowiednik Ubera, zamiast samochodu wybrałem opcję “motor”. Tylko zapomniałem, że na tej konkretnej stacji kolejowej mogą zatrzymywać się tylko taksówki, gojeki mają zakaz.
Po chwili zadzwonił do mnie kierowca i używając mieszkanki Indonezyjskiego i łamanego angielskiego kazał mi czekać na stacji i że on po mnie przyjdzie.Tak, przyjdzie nie przyjedzie. Brzmiało to mniej więcej tak: “MISTER, MISTER, AJM SO SORRY, AJ TIDA BISA STOP DI STSIUN, WAIT ME MISTER, AJM JALAN-JALAN”. Jalan-jalan znaczy “już idę”.
Wyobraźcie siebie, że kierowca zaparkował 300 metrów od stacji, gdzie nie ma zakazu i przyszedł po mnie pieszo, żeby zaprowadzić mnie na parking gdzie zostawił motor, w ogóle już z daleka do mnie machał rękami krzycząc “MISTER MISTER!”, na przywitanie poklepał mnie po plecach jakbyśmy byli starymi kumplami i był strasznie zadowolony, że trafił mu się obcokrajowiec.
Po drodze do domu dużo rozmawialiśmy (miksem Indonezyjskiego i Angielskiego), jak usłyszał, że jestem z Polski to już zupełnie się nakręcił, całą drogę opowiadał mi o Lewandowskim i Egy Maulanim, Indonezyjskim piłkarzu grającym w Lechi Gdańsk (u niego to brzmiało jak Gdyyynsk). Opowiadał mi, że w trakcie Mistrzostw Świata w Rosji kibicował Polsce, że lubi Polską drużynę i chciałby żeby Indonezja grała tak jak Polacy. W międzyczasie zajechaliśmy na stację benzynową, bo tu normalnym jest branie klientów gdy w baku pusto, kierowca wypalił sobie jeszcze papieroska, bo to przecież Indonezja, tu nikt nigdzie nigdy się nie śpieszy. Po dojechaniu na miejsce powiedział, że on nie chce żadnych napiwków ani nic tylko, że chciałaby selfie ze mną, bo on koniecznie chce się rodzinie pochwalić, że miał białego klienta z Europy, w dodatku z kraju Roberta Lewandowskiego. Kierowca wyjął mały grzebień z plecaka, poprawił grzywkę żeby ładnie wyglądać na zdjęciach, porobiliśmy trochę głupich min do kamery, znów poklepał mnie po plecach jak starego, dobrego kumpla i się rozeszliśmy.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *